| No tak, Depeche Mode. Niewiele było w historii muzyki popularnej zespołów tak odległych od jej głównego nurtu, a jednocześnie mających nań tak ogromny wpływ. |
Brzmi to jak sprzeczność, ale rzeczywiście - chociaż Depeche Mode nigdy nie cieszyli się zasłużoną sławą, ich muzyka miała trudny do przecenienia wpływ na kulturę pop.
Zawsze kroczyli własną drogą, zawsze byli outsiderami, niezależnie od ilości sprzedanych płyt. Ale skoro artyści tak rózni, jak Air, Smashing Pumpkins, Tricky, Les Rhythms Digitales, Derrick May, Placebo, Primal Scream, Deep Dish, Todd Terry czy Vader, zgodnie przyznają się do długu zaciągniętego u Depeche Mode, trzeba zdać sobie sprawę, że najnowsza historia muzyki popularnej bez tego zespołu wyglądałaby zupełnie inaczej.
Swojego czasu brytyjski magazyn "Arena" nazwał nawet Depeche Mode twórcami chicagowskiego house'u. Być może nie jest to do końca prawda, jednak opinie tego typu podkreślają tylko wyjątkowy status zespołu, który od pierwszych dni istnienia wykazywał nadzwyczajny talent wyprzedzania i kształtowania muzycznych trendów, samemu zawsze pozostając poza ograniczającymi rozwój wyznacznikami rodzących się i przemijających mód.
Depeche Mode na ten przykład nie są grupą wykonującą muzykę taneczną. A jednak ich muzyka miała kluczowe znaczenie dla formowania się kultury dance. Derrick May, guru rodzącej się sceny techno z Detroit techno, był jednym z pierwszych, którzy użyli zniewalających rytmów Depeche Mode w kontekście nowej muzyki. Zapoczątkował niekończącą się falę remiksów i wszelakiego rodzaju przeróbek utworów grupy, wśród których wypadałoby wymienić dzieła takich DJów i producentów, jak DJ Shadow, Air, On-U Sound Adriana Sherwooda, Tim Simenon, Club 69 i Motorbase.
Również polscy artyści spłacili swój dług wobec Depeche Mode, wydanym w 1999 roku albumem zatytułowanym "Master Of Celebration. Polish Artists Present Depeche Mode Songs". O ile udział w nim takich nazw, jak Agressiva 69 czy Hedone, był dość oczywisty, o tyle obecność Macieja Maleńczuka czy Stanisława Soyki należy potraktować nie tylko w kategoriach miłej niespodzianki, ale także jako świadectwo uniwersalności tej muzyki.
I któż uwierzyłyby, że wszystko zaczęło się od dość skromnych marzeń - nagrać i wydać singla... Zespół, pochodzący z niewielkiego miasteczka Basildon, w hrabstwie Essex, został założony w 1980 roku przez Vince'a Clarke'a, Andrew Fletchera, Dave'a Gahana i Martina Gore'a. Pierwsza nazwa - Composition Of Sound - szybko zastąpiona została szyldem Depeche Mode, zapożyczonym od francuskiego magazynu piszącego o nowinkach ze świata mody.
Był to najprawdopodobniej jedyny czas, w którym Depeche Mode można postrzegać jako część szerszego muzycznego trendu. Młodzieńcy z Essex, porzucając gitary na rzecz elektroniki, dołączyli do klubowego, post-punkowego ruchu, który opanował wówczas Wielką Brytanię. Świadectwem tego jest kompozycja zatytułowana "Photographic", którą Depeche Mode nagrali z myślą o wydanej w 1981 płycie kompilacyjnej "Some Bizzare", która szybko i zasłużenie obrosła legendą.
Jeszcze zanim "Some Bizarre" ujrzała światło dzienne, muzycy grupy poznali na londyńskim koncercie producenta Daniela Millera, założyciela i właściciela wytwórni Mute. Miller bez chwili wahania zaoferował Depeche Mode to, czego najbardziej pragnęli - możliwość nagrania singla. Tak rozpoczęła się oparta na prawdziwej symbiozie współpraca pomiędzy zespołem i wytwórnią płytową. Współpraca, bez której być może olbrzymi sukces Depeche Mode nigdy nie miałby miejsca.
Debiut grupy w barwach Mute to wydany w marcu 1981 roku singel "Dreaming Of Me". Chociaż w zestawieniu najpopularniejszych singli w Wielkiej Brytanii dotarł zaledwie do miejsca 57., przetarł szlaki następnym propozycjom Depeche Mode, którym powiodło się znacznie lepiej.
Już trzy miesiące później jego następca zatytułowany "New Life" dotarł do miejsca 11., a następny w kolejce "Just Can't Get Enough", został pierwszym singel w dyskografii Depeche Mode, który dotarł do pierwszej dziesiątki. Jesienią 1981 roku na półki sklepowe trafił debiutancki album zespołu, zatytułowany "Speak And Spell". Przez 33. tygodnie utrzymał się w zestawieniu najpopularniejszych płyt na Wyspach, docierając nawet do pierwszej dziesiątki. Nieźle jak na pierwszy rok działalności.
Depeche Mode koncertowali wówczas bardzo intensywnie, co doprowadziło do pierwszego poważnego kryzysu wewnątrz zespołu. Vince Clarke, autor większości materiału, był najwyraźniej rozczarowany życiem na walizkach, nad które zdecydowanie przedkładał pracę w studiu nagraniowym. Dlatego tuż po ukazaniu się "Speak And Spell" Clarke opuścił kolegów, poświęcając się duetowi Yazoo, który założył z Alison Moyet.
Dzisiaj wiemy, że był to prawdopodobnie najbardziej istotny punkt zwrotny w karierze Depeche Mode. Na pozycję głównego autora muzyki awansował w zespole Martin Gore, którego wspaniały talent miał się dopiero ujawnić. Przez następne dwie dekady Gore wielokrotnie udowadniał, że jest jednym z największych kompozytorów swojego pokolenia, odpowiedzialnym nie tylko za powstanie utworów, które podbiły serca fanów, ale również za napisanie hitów, które zawojowały pierwsze miejsca list przebojów.
Subtelna, hipnotyzująca siła pierwszego singla Depeche Mode napisanego po odejściu Clarke'a, czyli "See You", już udowadnia wyczucie melodii, tak charakterystyczne dla Gore'a. Płytka wydana na początku 1982 roku dotarła do miejsca szóstego listy przebojów, najwyżej z wszystkich dotychczasowych wydawnictw Depeche Mode. Tymczasem miejsce Clarke'a zajął w zespole Alan Wilder, zamykając formowanie składu, który w nienaruszonej postaci miał przetrwać następnych 13 lat.
Zanim świat usłyszał drugi album Depeche Mode, wydaną w październiku 1982 roku płytę "A Broken Frame", zespół doczekał się dwóch kolejnych singli na listach przebojów - "The Meaning Of Love" i "Leave In Silence". Sama "A Broken Frame" dotarła do pierwszej dzisiątki najlepiej sprzedających się na Wyspach albumów, co ugruntowało pozycję zespołu jako gwiazd muzyki pop. Chociaż do stereotypowej roli gwiazdy estrady Depeche Mode nigdy nie pasowali.
Kolejnym kamieniem milowym w historii Depeche Mode był ich trzeci album, zatytułowany "Construction Time Again", który ujrzał światło dzienne jesienią 1983 roku. Pierwsze wydawnictwo na którym słychać w pełni wykształcony styl zespołu. Zespołu, który wreszcie zaczął zdawać sobie sprawę ze swych możliwości.
Stosowane już wówczas przez Depeche Mode metody pracy nad nowymi utworami, odstawiały konwencjonalne sposoby nagrywania i tradycyjne instrumenty na boczny tor, skupiając się głównie na możliwościach oferowanych przez komputery i sampler. Dla przykładu, w utworze "Pipeline" usłyszymy dźwięk wydawany przez pociąg londyńskiego metra. Jak na ironię, to co wtedy było nowatorskie, dzisiaj stanowi standard w pracy studyjnej każdego zespołu.
Wtedy po raz pierwszy pojawiła się dychotomia pomiędzy przesłaniem tekstowym a zawartością muzyczną płyty. Z myślą o "Construction Time Again", Gore napisał głębsze i bardziej przemyślane teksty, często nadspodziewanie mroczne, jak na muzykę, którą właściwie można zatańczyć. Pogodne czasy "New Life" minęły bezpowrotnie.
\
Album "Construction Time Again", który od razu spodobał się Brytyjczykom, okazał się również pierwszym znaczącym sukcesem Depeche Mode na Kontynencie. W Niemczech na przykład dotarł do siódmego miejsca listy najchętniej kupowanych płyt.
Na swój pierwszy znaczący sukces na rynku amerykańskim Depeche Mode musieli czekać do 1984 roku, kiedy tytułowy singel z albumu "People Are People", dotarł do miejsca 13. w notowaniu tygodnika "Billboard". Pozycja 51. płyty "Some Great Reward" na liście najlepiej sprzedających się w Stanach albumów udowodniła, że nie był to przypadek i Depeche Mode stanęli u progu prawdziwej, międzynarodowej kariery.
Jeżeli można mówić o jakiejkolwiek przerwie w triumfalnym marszu zespołu, to nastąpiła ona w 1985 roku, kiedy Depeche Mode wydali tylko dwa nowe single - "Shake The Disease" oraz "It's Called A Heart" - oraz składankę "The Singles 1981-85" (w Stanach Zjednoczonych wydaną pod tytułem "Catching Up With Depeche Mode"). Jednak już w 1986 roku Depeche Mode znów byli na ustach wszystkich, za sprawą gigantycznej trasy koncertowej promującej wydanie albumu "Black Celebration", który na brytyjskiej liście przebojów dotarł aż do miejsca trzeciego.
Potem nastąpił kolejny punkt zwrotny w karierze Depeche Mode. Wielka zmiana nadeszła w latach 1987 i 1988, kiedy zespół osiągnął status międzynarodowej gwiazdy.
Sukces grupy przypieczętowało wydanie październiku 1987 roku albumu proroczo zatytułowanego "Music For The Masses". Chociaż w Stanach Zjednoczonych osiągnął zaledwie 35. miejsce na liście najlepiej sprzedających się albumów, przygotował grunt pod wspaniale przyjętą trasę koncertową. Depeche Mode znowu przetarli szlaki dla innych grup wykonujących muzykę alternatywną.
Podczas amerykańskiej części trasy koncertowej promującej album "Music For The Masses", zespół obejrzało więcej ludzi niż kupiło płyty. Wystarczy wspomnieć, że ostatni koncert trasy, który odbył się 18 czerwca 1988 roku, obejrzało w Pasadenie 75 tysięcy widzów. Niesamowite dni amerykańskiego tournee zostały uwieńczone na albumie "101", któremu towarzyszył film opatrzony tym samym tytułem. Wyreżyserował go legendarny twórca filmów dokumentalnych D.A. Pennebaker.
W 1989 roku - co utrwaliło pozycję Depeche Mode na rynku amerykańskim - "Personal Jesus" został najlepiej sprzedającym się 12-calowym singlem w historii Warner Brothers, wytwórni reperezentującej Depeche Mode w Stanach Zjednoczonych, pokonując w tej dyscyplinie nawet Madonnę i Prince'a. W tym samym roku świat zobaczył również gigantyczną trasę "World Violation", rozpoczętą w Ameryce, a zakończoną trzema koncertami w Wembley Arena w Londynie.
W 1990 roku ukazał się album "Violator", podsumowanie dziesięcioletniej kariery Depeche Mode. Płyta - nagrywana we Włoszech, Danii i Londynie - wspięła się na drugie miejsce brytyjskiej i niemieckiej listy przebojów, a w Stanach Zjednoczonych dotarła do pozycji siódmej listy tygodnika "Billboard". W ciągu rok "Violator" znalazł sześć milionów nabywców na całym świecie.
Następny materiał Depeche Mode, wydany w 1993 roku album "Songs Of Faith & Devotion" nosi w sobie piętno tego, co działo sie w muzyce na początku lat 90. po drugiej stronie Oceanu. Sam Gahan opowiadał w wywiadach, jak wielkie wrażenie zrobiła na nim muzyka takich grup jak Nirvana, Jane's Addiction czy Tool i na "Songs Of Faith & Devotion" słychać surowość rocka lat 90. w takim samym stopniu, w jakim wczesne nagrania Depeche Mode nosiły piętno punkowej rewolty, która przetoczyła się przez Wielką Brytanię 20 lat wcześniej.
Płyta "Songs Of Faith & Devotion" szybko wspięła się na szczyty list przebojów, nie tylko w Anglii i Stanach Zjednoczonych, ale również w wielu krajach Europy. Zespół poszedł za ciosem wydając pełnometrażowe wideo "Depeche Mode / Devotional" i album koncertowy "Songs Of Faith & Devotion Live". Później przyszedł czas na długi odpoczynek.
Trwając 14 miesięcy trasa koncertowa "Devotional", na którą złożyło się 156 koncertów, okazała się dla zespołu zabójcza i niewiele brakowało, a zakończyłaby działalność Depeche Mode na dobre. Do jej smutnych konsekwencji należy zaliczyć odejście Alana Wildera i poważny kryzys emocjonalny, z którym musieli uporać się pozostali członkowie zespołu.
Minęły trzy lata. Dave Gahan, Martin Gore i Andrew Fletcher powoli zaczęli odbudowywać nie tylko swoje życie osobiste, ale również wszystko to, co udało im się stworzyć razem pod nazwą Depeche Mode. Rozpoczęły się pierwsze próby, pod opieką długoletniego fana Depeche Mode, Tima Simenona (eks-Bomb The Bass), autora wielu remiksów kompozycji Depeche Mode. Zespół, który niegdyś świadomie porzucił rockowe instrumentarium, tym razem skorzystał z pomocy takich utytułowanych i utalentowanych przyjaciół jak Jaki Liebziet (perkusista związany niegdyś z niemiecką awangardową formacją Can), Doug Wimbish (basista związany wcześniej z grupą Living Colour) i B.J. Cole, mistrza bluesowej gitary.
Świat poznał efekty ich współpracy w 1997 roku. Triumfalny powrót Depeche Mode nastąpił, gdy singel "Barrel Of A Gun" zadebiutował na czwartym miejscu brytyjskiej listy przebojów. To był najwyższy debiut w 17-letniej historii zespołu. Następny singel - "It's No Good" - doszedł w Wielkiej Brytanii do miejsca piątego, a innych krajach radził sobie jeszcze lepiej. Obydwa single były zapowiedzią płyty "Ultra" - Depeche Mode powrócili na dobre.
To był nowy rozdział w historii Depeche Mode. Jesienią 1998 roku zespół ruszył na pierwszą od czterech lat trasę koncertową, która promowała nie tylko album "Ultra", ale również kompilację "The Singles 1986-98", kontynuację składanki wydanej w 1985 roku (która również doczekała się reedycji).
Gdy dodamy do siebie liczbę tygodni, którą utwory zawarte na "The Singles 1986-98" spędziły na brytyjskiej liście przebojów, otrzymamy... cztery lata. Takim wynikiem niewielu innych artystów może się pochwalić. Do tego wypadałoby dorzucić 40 milionów płyt sprzedanych na całym świecie. Nieźle, jak na zespół, który chciał tylko nagrać i wydać singla.
No tak, Depeche Mode.
Polska strona:
http://www.depechemode.pl/
