| Historyczny sukces brytyjskiej sceny klubowej za Oceanem. |
Miło, że klubowym Brytyjczykom w końcu udało się podbić skostniały amerykański rynek. Miło tym bardziej, że dokonali tego starzy dobrzy znajomi polskiej publiczności. Odpowiedzialni za brzmienie Dirty Vegas panowie Paul i Ben Harris dwukrotnie gościli w Polsce w swym dj-skim wcieleniu jako Hydrogen Rockers. Wokalista Steve Smith przygrywał z kolei swego czasu na instrumentach perkusyjnych podczas warszawskiej edycji światowego tournee Ministry Of Sound. Przed rokiem wspólnymi siłami nagrali przejmujący epicki singel Days Go By, który dzięki temu, że powraca dziś jako muzyczne tło telewizyjnej reklamówki nowego modelu Mitsubishi Eclipse, pozwolił Dirty Vegas sprzedać w Stanach już prawie trzysta tysięcy ich debiutanckiego albumu, wyprzedzając tym samym na listach przebojów takie tuzy jak Sheryl Crow czy P.Diddy. Zaskoczenie? Tylko do czasu pierwszego kontaktu z ich płytą, bo wówczas wnet jasne staje się dlaczego to właśnie im udało się dokonać tego,o co przez lata tak bezskutecznie zabiegali Underworld, The Prodigy czy The Chemical Brothers. Dirty Vegas to nie tylko ekstatyczna klubowa elektronika do tańca. To przede wszystkim rewelacyjnie zaaranżowane piosenki skrywające w sobie wielkie pokłady ładunku komercyjnego i emocjonalnego zarazem. Piosenki w warstwie brzmieniowej wykorzystujące elementy progressive i breakbeatu, ale dzięki przejmującym wokalizom Smitha przyjazne również klubowo niezorientowanemu uchu. Szczególnie, że zdarza im się również złapać za akustyczne gitary i z powodzeniem wkroczyć na nastrojowe balladowe terytorium. Dirty Vegas wkrótce wyruszają w amerykańskie tournee z Mobym. Gdy powrócą do Europy, czas i byśmy my ich pokochali.
