| W życiu pewne rzeczy wydają się z góry przesądzone. Przeznaczeniem Houstona od początku była błyskotliwa kariera wokalisty R&B z delikatną skłonnością do hip-hopu... |
W życiu pewne rzeczy wydają się z góry przesądzone. Przeznaczeniem Houstona od początku była błyskotliwa kariera wokalisty R&B z delikatną skłonnością do hip-hopu. Na swojej debiutanckiej płycie – „It’s Already Written”, ten pochodzący z Los Angeles artysta w zaskakujący sposób łączy dwa wspomniane wcześniej gatunki, dzięki czemu oba zyskują zupełnie nowe, świeże oblicze.
“Dorastałem w kulturze hip-hopowej, ale w moich żyłach od początku pulsowało R&B,” przyznaje Houston. “Ponieważ potrafiłem nieźle śpiewać, zacząłem mieszać te dwa style.”
Jako dziecko Houston był silnie związany z matką, pochodzącą z Belize, utalentowaną malarką-amatorką i, co w przypadku Houstona ma największą wagę – obdarzoną wyjątkowym głosem kobietą. Matka od samego początku zachęcała Houstona do śpiewania – w domu, w kościele, wszędzie. Była przekonana, że jej syn śpiewa dla zabawy. Jednak Houston miał nieco inne plany.
Artysta uczęszczał do Hamilton High School i Academy of Music w Los Angeles, w której jednak trafił do klasy ogólnej, a nie muzycznej. Jego talent został wkrótce zauważony i Houston regularnie brał udział w rozmaitych przedsięwzięciach szkolnej sekcji muzycznej.
Po jakimś czasie dołączył do kilku dzielnicowych grup R&B i zaczął pojawiać się na ulicach Los Angeles, gdzie razem z przyjaciółmi rapował przez całe popołudnia.
Kiedy Houston zyskał już pewność siebie, zaczął brać udział w rozmaitych konkursach wokalnych w Los Angeles, doskonaląc technikę wokalną i taneczną. Młody wokalista coraz lepiej pisał teksty i prezentował się na żywo. Nagrana w krótkim czasie kaseta demo przyciągnęła uwagę menadżerów z Capitol Records, Houston wkrótce podpisał umowę z wytwórnią i rozpoczął pracę nad debiutanckim materiałem „It’s Already Written”.
Czy album „It’s Already Written” da Houstonowi przepustkę do świata największych gwiazd R&B i hip-hopu przekonamy się już niebawem.
