| Kleerup to debiut rodem ze Szwecji. |
W Kleerupie jest coś tak swoiście kleerupowskiego, choć nie potrafię dokładnie powiedzieć co, że gdy usłyszałam wreszcie jego - zatytułowany rzecz jasna Kleerup - debiutancki album solowy w całości, musiałam się uśmiechnąć. Kleerup to sensowny gość. Trudno go zaszufladkować. Niespokojna dusza towarzystwa. Szybko nudzący się perkusista, wciąż wystukujący na stołach rytmy i snujący opowieści z imponująco długich - jak na jego młody wiek i fakt, że jest to pierwsza solowa płyta – muzycznych wojaży. Niezły też z niego bawidamek. I to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Wystarczy zostawić go w jednym pokoju z paroma dziewczynami i od razu się rozjaśnia. Rozumiem, że nie jest to u mężczyzny cecha unikalna, ale jak pokazują gościnne występy wokalistek na albumie, chodzi o znacznie więcej niż szukanie idealnej narzeczonej. Myślę, że Kleerup woli współpracę z dziewczynami w większości przypadków. Gra na każdym instrumencie świata. Po prostu robi to, co przychodzi mu z wrodzoną łatwością i nie zastanawia się nad tym. Jak mawia, „zamieszkiwać znaczy uprawiać ogród.” Lisa Milberg, Londyn, wiosna 2008.
