Niecud |
Oto zdarzenie zapisane na taśmie, przepuszczone przez złącza, kable, efekty, zmęczenia, kompromisy, kłótnie i radości. Swoisty występ przed realizatorami, producentami, osobami, które posiadają ten cudowny dar cierpliwości i celności w podejmowaniu decyzji. Obecność w studio to dla naszego zespołu – zespołu typowo koncertowego – sytuacja dość skomplikowana. Trudno bowiem natrafić na te proste i wymierne emocje, które łączą nas z publicznością na koncertach. W studio, albo coś się udaje, albo nie. Albo jest się naprawdę i do końca skoncentrowanym, albo nie. Albo w nagraniu słychać to „cos”, albo nie. A występuje się przecież tylko i aż przed producentem, realizatorem, czy kolegą.
I jest w tym jakiś absurd, że muzycy kryją się za ścianami dźwiękochłonnymi robiąc coś dla ludzkości, a ludzkość cierpliwie czeka, aż akcja promocyjna zaskoczy ją i spowoduje chęć nabycia produktu. W salonie muzycznym, na stacji benzynowej, w supermarkecie, czy na bazarze (sic!).
Cała ta tajemnica studyjna jest po to, żeby za pomocą elektroniki tak skontrolować „dzieła zebrane w system zerowo jedynkowy” i na zasadzie jakiejś boskiej, czy diabelskiej sztuczki ulokować słowa i dźwięki w zakamarkach ludzkiej duszy, umysłu, serca. Na koncercie publiczność ma szanse zapamiętać sposób gestykulacji, światło, zapach, cały kontekst doznań jakie towarzyszą śpiewaniu piosenek przez ludzi, dla i do ludzi. Wierzę, ze artysta pojawiając się na scenie jest instrumentem, przez który przechodzą dźwięki, czy słowa, a publiczność jest po to, żeby wchłonąć lub odrzucić to, co prezentuje artysta (ystka). Tego wszystkiego nie znajdziecie na produkcie opatrzonym projektem graficznym z etykietką, na której znajduje się cena. Znajdziecie tylko i aż to co jest w was.
Chciałem napisać, że daję ale to nie prawda. Sprzedaję wam trzynaście namagnesowanych utworów na tak zwanym nośniku i tylko od waszej wyobraźni zależy, czy piosenki na nim umieszczone pozostaną dla was tylko i wyłącznie produktem.
Adam Nowak
