Spodchmurykapelusza
Ostatni studyjny album Czesława Niemena - jednego z największych polskich muzyków i piosenkarzy...

Czesław Niemen
"Spodchmurykapelusza"

Sztuka zaangażowana

Artysta z czterdziestoletnim dorobkiem, poeta, malarz, kompozytor, wyjątkowy głos, legenda estrady, wielka osobowość. Czesław Niemen. Po dwunastu latach od wydania płyty "Terra Deflorata", oczekując na zmniejszenie plagi piractwa fonograficznego, wydał autorski album o słowotwórczym, żeby nie powiedzieć modernistycznym tytule "Spodchmurykapelusza". W międzyczasie ukazywały się kolejne reedycje z dawniejszych nagrań Niemena w Polskich Nagraniach i nie tak dawno w serii Pomatonu "Złota kolekcja" - "Czas jak rzeka". Zrealizował muzykę do spektaklu plenerowego "Księga Krzysztofa Kolumba" (Gdynia 1992), nagrywał z grupami artystów (Moja i twoja nadzieja, Osiem błogosławieństw), występował w kraju i za granicą (USA, Australia). W 180. rocznicę urodzin Cypriana Kamila Norwida, 20 pażdziernika 2001 r., wystąpił w Kościele Polskim w centrum Paryża (w tym samym, do którego poeta uczęszczał w XIX wieku, żyjąc na emigracji). Od ponad dziesięciu lat publikuje felietony, dzienniki i wiersze w miesięczniku Tylko Rock.

Płyta "Spodchmurykapelusza" prezentuje twórczość poetycką Niemena w bogatej, nowoczesnej oprawie muzycznej. Wokalna interpretacja poetyckiego tekstu mająca rytmikę i rockowe frazowanie, daleko wyprzedza obiegowo rozumiany kanon poezji śpiewanej. W lutowym numerze pisma "Estrada i Studio" czytamy w recenzji autorstwa Krzysztofa Zielińskiego: Po raz któryś okazuje się, że tak zaśpiewać może tylko Czesław Niemen, dla którego nie ma trudnych fraz, melodii, interwałów. Niesamowita skala i jakość głosu sprawiają, że możemy usłyszeć jak pięknie i przekonująco może zabrzmieć linia wokalna.

W załączonej do płyty książeczce Niemen umieścił teksty i reprodukcje własnych komputerowych prac graficznych. Aukcja tych prac odbyła się podczas wernisażu w galerii Katarzyny Napiórkowskiej, połączonego z promocją płyty. Całkowity dochód z aukcji został przeznaczony na zakup sprzętu edukacyjnego dla polskich szkół na Litwie. Zaangażowanie w sprawy społeczne oraz klarowny światopogląd to cecha osobowości i twórczości poetyckiej Niemena, którą rozpoczął w roku 1967 autorską piosenką Dziwny jest ten świat.

Twórczość Niemena tak jak kiedyś, również obecnie jest przedmiotem wielu komentarzy, a niektóre odzwierciedlają - bardziej lub mniej usprawiedliwiony - niedostatek wiedzy. Poprosiliśmy artystę o wypowiedż na temat motywów towarzyszących powstawaniu utworów nagranych na tej płycie, ich genezy, żródeł inspiracji i sposobów realizacji. Pasjonujące zwierzenia zza kulis warsztatu twórczego Niemena wysłuchał i zanotował Janusz Popławski, dzielący się na koniec refleksjami o muzyce na płycie.

Spokojnym krokiem

Kiedy zaczynaliśmy tworzyć muzykę rockową, panowało przekonanie, że język polski nie nadaje się do śpiewania jazzu czy rocka. Pamiętam jak powszechne było "lengwidżowanie", nawet jeśli wykonawca nie znał języka angielskiego. Często były to niby słowa - tak zwane "rybki" udające oryginał. Nie podobało się to, rzecz jasna, ówczesnym "czynnikom", mimo że takie niuanse dla nich nie zawsze były rozróżnialne. Chodziło bardziej o kopiowanie zachodnich wzorów. Franciszek Walicki, założyciel zespołu Niebiesko-Czarni, w 1962 roku zainicjował nowy trend pod hasłem: "Polska młodzież śpiewa polskie piosenki". Ale pierwsze piosenki były banalne w treści, między innymi dlatego, że szukaliśmy męskich rymów z akcentem na ostatnią sylabę. Co oznaczało tylko jedno: fraza musiała się kończyć jednosylabówką. Ale ile mamy takich SŁÓW, jak to ostatnie? Głów, snów, ów, bzów, dziur, bzdur etc., i tak dalej, i temu podobne. Olśnienia doznałem dopiero, kiedy po raz pierwszy usłyszałem Karuzelę z madonnami w ekspresyjnym wykonaniu Ewy Demarczyk. I choć nijak to się miało do wymogów rocka, myśl zaczęła kiełkować. Po latach nauczyłem się posługiwać akcentem na przedostatnią sylabę, nie tracąc nic z muzycznego groov'u. Dzisiaj już nie ma problęmu - prawie każde polskie słowo można interpretować rytmicznie tak, aby nadać mu dynamikę i ekspresję o dużej sile wyrazu, jak w oryginalnej muzyce rockowej czy rhytm & bluesowej.


Spokojnym krokiem napisałem pod koniec ostatniej dekady minionego wieku. W pewnym stopniu jest to projekcja koszmarnego snu z przeszłości. Tekst jest alegorycznym obrazem ucieczki przed (ex)wiedźmą, nieprzychylną prasą cmokierskiej branży lat 70. próbującej dezawuować mnie jako muzyka i kompozytora. Ci, którzy dziś nie nadążają za moim tekstem, niech rzeczywiście biją się w czoło sami, skoro opamiętanie nie jest w stanie ich wyręczyć. Konkluzja - czytelna. Cierpliwie przetrwałem, gdy oni pozostali, drepcząc dalej w oddalającym się i coraz bardziej słabnącym zgiełku...


Trąbodzwonnik

Ta płyta od początku miała być rozliczeniem z niesprawiedliwym traktowaniem mnie jako niepokornego nonkonformisty. Ponieważ nikt ze mnie nie ulepił maszynki do zarabiania pieniędzy, Departamenty Tchórzliwych Podejrzeń do tej pory coś mi imputują. W Trąbodzwonniku mówię o dyktaturze - skrytej, jawnej, zabawnej...O niepełnosprawnych intelektualnie, którzy uzurpują sobie prawo do posiadania dóbr nie przez siebie wypracowanych. A także o niepełnosprawnych seksualnie - w domyśle - Man's, Man's World (męski świat pełen poronionych wynalazków ostatnio -viagra). l nie chodzi tu o jakikolwiek przytyk pod adresem nadpobudliwych seksistów, ci są zawsze supersprawni. Irytują mnie nieudolne próby amerykanizacji wszystkich aspektów życia, szczególnie rozrywki. Czyż to nie śmieszne, że chcemy zadziwiać prekursorską w tym względzie Amerykę, nie zawsze mając w sobie dość finezji twórczej i wykonawczej?


Nie wyszeptuj

Ten tekst napisałem kilka lat temu. To jasne, że nie należy się cieszyć czyimś upadkiem ani śmiercią. Życie jest mgnieniem, jak lot meteorytu. Więc ciszej... Nie tak błyszcząco i nie po trupach szukajmy drogi do szczęścia... Muzyka powstała w studiu latem 2001 r. Fletowe i gitarowe brzmienia pochodzą z najnowszego instrumentu Yamaha Motif, który obok VL-1 stanowi szczytowe osiągnięcie w technologii rejestracji i tworzenia próbek brzmień. Ale korzystam tu z arsenału także zabytkowych już modułów Yamahy TX 816 (basy), Synthi (loopy) i innych, że wspomnę o własnych próbkach brzmień. Smyczki (jak żywe) uszlachetniają tematy (intermezza).


Śmiech Magalozaura

Śmiech... jest rockowo-elektronicznym odkryciem na długo przed dzisiejszym nudnym techno. I słowa, i muzyka powstały jednocześnie w połowie lat osiemdziesiątych. Nawiązuję tu do problematyki grzechu pierworodnego i jego konsekwencji poruszanej już w tekście Począwszy od Kaina na płycie "Terra Deflorata". Homo sapiens zaczyna proces samounicestwienia. Spadkobiercy agresywnych cech antropoidów dają co chwila "popalić" w sześciomiliardowym natłoku...


Jagody szaleju

To oczywiście groteska najczystszej wody. Ostatnio miliony ludzi szaleją w rytm muzyki pseudofolkowej tak, jak przed laty w rytm pneumatycznej młócki disco polo. Zawsze miałem awersje do owczego pędu - "Teraz się tego słucha, śpiewa i tańczy...". Folgowanie na folku przynosi, moim zdaniem, więcej szkody oryginalnej muzyce folklorystycznej, niż pożytku. Bylejakość i siermiężność konkuruje, dzięki mediom, z dobrym smakiem. Wszelako prawda jest taka, że ...nie wszyscy rodacy są byle jacy... Humor w tej kompozycji jest adekwatny do skojarzeń (w refrenie) z poprzednim marszopędnym systemem (miliony rąk / milionów nóg...). Masowego wodzirejstwa do tej pory nie udaje się zdymisjonować. Jednak kontrapunkty fagotowe pochrząkują w tym fokstrocie pobłażliwymi tonami, łagodząc nachalną inwazję kiczu. Pochodzę z ongiś wesołej, kresowej wioski - znam się na rzeczy. Niech więc nikt mnie nie uczy, co to jest folklor.


Pojutrze szary pył

To osobista, autobiograficzna refleksja. Bardzo szanowałem mojego Ojca, ale po wielu latach uświadomiłem sobie, że nie byłem wystarczająco wrażliwym na jego zmartwienia. A przecież doświadczenie wieku dojrzałego dopada każdego z nas, niezależnie od tego, jak będziemy napinać muskularne ramiona w beztroskim, nicpońskim życiu. Jakże często młodość musi przeminąć, by ...pojąć / że młody grzbiet i pięści - siła dziś / pojutrze szary pył...


Instrumentarium jest dopowiedzeniem tekstu, jako dialog dwóch światów - dwóch pokoleń. Fletowe dźwięki (rozsądek, dojrzałość) wciąż są tłamszone przez wojującą, nie znoszącą sprzeciwu gitarę rockową. Syn marnotrawny czasem wraca, lecz ciągle zbyt wielu młodych ludzi ufnych w siłę swoich mięśni idzie w niewiadomym kierunku, czasem bez szans powrotu.


Sonancja

Szczególnie drażni mnie manierystyczne nadużywanie wulgaryzmów, jako "odkrycia" w nowomodnej poezji "toaletowej". Tak zwani postmodernistyczni artyści twardziele są dziś postrzegani jako przewodnia siła "twórcza" nowej Ery. Niezły bełkocik... Są również znawcy - publicyści, którzy ustalają, kogo przyjmą do grona pomazańców, a kogo obsmolą furią pogardy. Żadne przesłanie poetyckie, a szczególnie to Norwidowe o - poezji i dobroci, jako uwieńczeniu pracy autorskiej, na końcu dziejów zdaje się już nie obowiązywać... W Sonancji próbuję przeciwstawic się jarmarcznym stosom w przenośni i dosłownie. Odkrywam wyjątek - perełkę. Symbol prostoty, lecz także zachwycający przez swoją unikalność. A wkoło chaos gęstnieje i basują mroczne gromy. Stąd ta dżungla w aranżacji, na przemian z praorientalnymi motywami, jakby to były echa rodem ze starożytnej Mezopotamii, gdzieś z płododajnych dolin Eufratu...


Manhattan '93

Kosmicznym widokiem Manhattanu zachwyciłem się po raz pierwszy w 1973 roku, kiedy nagrywałem album "Mourner's Rhapsody" dla ówczesnej CBS International. Ale dopiero dwadzieścia lat później dane mi było wystąpić na deskach broadwayowskiego Town Hall. Okazją było 30-lecie mojej pracy twórczej. Pierwszą piosenkę Wiem, że nie wrócisz napisałem w maju 1963 roku w Krakowie. I oto emigrant (krakowianin), Józef Ruszar, podjął się zorganizowania mojego recitalu na Bradwayu (8 maja 1993). Uwieczniłem ten fakt refleksyjnym tekstem, a po zakupieniu pierwszego, najszybszego wtedy, komputera (Macintosch Quadra 950), namalowałemmyszką pierwszy obrazek Cosmocity. Dziewięć lat później, w 2001 roku (znowu maj) odkryłem w swoich zapiskach owe szkice i wpadłem na pomysł bluesowej formy muzycznej. l tak powstała piosenka pt. Manhattan '93. Po 11 września trochę niesamowicie brzmi fraza końcowa ...dobrze, że moi rodacy / emigranci znad Wisły / nie zawiedli / w przeprawie / przez Hudson River / by odkryć / że drapacze białych obloków / nie są tu aż tak niebotyczne... A przecież, pisząc ten tekst, miałem na myśli włączenie się Polaków do ogólnoamerykańskiego życia kulturalnego, a nie zamykania się w podnowojorskich klubach polonijnych.


Co po nas

Na początku lat 90. było kilka bezsensownych śmierci i ta - szczególnie niepotrzebna. W wypadku samochodowym zginęła wokalistka Niebiesko-Czarnych, Ada Rusowicz. Napisałem wówczas tekst O przemijaniu pt. Co po nas i odtąd, niemal zawsze tym utworem zaczynałem swoje recitale, aż przyszedł czas na umieszczenie go na kolejnej płycie. Jedna z najsmutniejszych piosenek, jakie napisałem. Idźmy więc naprzód / świadomi / pozostawiania za sobą śladów / których potomni / nie tylko z lenistwa / nie odczytają... Po niedawnych pożegnaniach Stanisława Zybowskiego, Grzegorza Ciechowskiego i Heleny Majdaniec świadome podążanie naprzód tylko mnoży pytania, na które nie ma odpowiedzi.


Doloniedola

Ta kompozycja to swoista kontestacja nowofalowego rocka, obecnego (ni stąd, ni zowąd?) w TVP w pierwszych latach stanu wojennego. Z chwilą podjęcia wyzwania i powrotu na scenę w 1984 roku, wykonywałem ją na każdym koncercie, między innymi na Festiwalu w Jarocinie ('87). Pytano mnie wówczas, czy nie obawiam się występu przed gniewną punkrockową publicznością. W trakcie występu odniosłem wrażenie, że młodzi dobrze się bawią. Jedynie pod koniec koncertu zaczęły do mnie docierać skandowane okrzyki (wydawało mi się, że krzyczą jakieś brzydkie słowo), ale tym słowem okazał się... zespół Turbo. Dopaliłem wtedy z mojej Robotestry Doloniedolę i pogo zafalowało na widowni ze zdwojoną siłą.


Antropocosmicus

Fagot to instrument mojej młodości. Zanosiło się na to, ze zostanę fagocistą i osiądę w filharmonii. I pomimo zauroczenia gitarą, dalej uwielbiam to aksamitne i dowcipne zarazem brzmienie. Mój profesor, Maksymilian Piłat, bardzo żałował, że niewyterminowałem w Średniej Szkole Muzycznej w Gdańsku. C'est la vie... Po latach wracam do brzmień fagotowych i ze zdumieniem odkrywam jego wyróżniającą się, na tle nawet najgęstszej faktury instrumentalnej, barwę. Można nią ilustrować wszystko, od smutku, po groteskową pyszałkowatość. Solowa rola, jaką spełnia w tej kompozycji, jest nie do przecenienia. Antropocosmicus - zawzięty darwinizator... W kontekście "literoizmów" z odnośnikiem do obrazka na przykład socjalizm, należałoby dodać: "anachroniczny socagitator" i dalej pomrukiwać na fagocie.


Spodchmurykapelusza

To podsumowanie. l tekst, i muzyka powstały jednocześnie, w 1995 roku. Zadedykowałem ją Czesławie i Franciszkowi Walickim, którym zawdzięczam wszystkie moje początki związane z piosenkarską przygodą. Miłość i szacunek - to są najtrwalsze ślady w przyjaźni między ludźmi. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak los bywa łaskawy dzięki czyjejś pomocy. Często jedno życzliwe słowo uskrzydla nas i zachęca do pokonywania swoich kompleksów. Ta piosenka jest pewną zapowiedzią, między innymi, kierunku mojej dalszej twórczości - refleksji nad magią wzruszenia.


Powyższe wypowiedzi Czesława Niemena ukazujące genezę utworów nagranych na płycie "Spodchmurykapelusza", pozwalają spojrzeć na jego muzykę w znacznie szerszym spektrum. Jej programowość staje się klarowna. To muzyka nowa a jednocześnie odwołująca się do bogatych doświadczeń twórcy, idealnie zintegrowana z treścią tekstu poetyckiego.

Forma utworów jest przejrzysta, czas trwania większości niewiele ponad trzy minuty. Budowa uwarunkowana konstrukcją frazy poetyckiej. Każda kompozycja ma nieco inną budowę. Instrumentalne introdukcje pojawiają się sporadycznie (Nie wyszeptuj). Brawurowa solówka (Doloniedola) na keyboardzie i koda z efektowną kadencją aż się proszą o przedłużenie numeru.

Repetycja frazy muzycznej występuje jedynie, gdy następuje powtórzenie myśli w wierszu. Nie ma tu typowego popowego schematu (wstęp/zwrotka/refren/sólówka/refren/zakończenie).

Gdyby zastosować najprostszy zabieg aranżacyjny - powtórzyć osiem czy dwanaście razy przewodni motyw (co jest typowe we wszystkich obecnie produkowanych przebojach), można by niektóre utwory skierować na antenę do lansowania na przebój. Jednak Niemen nie w tym celu tworzy. Również i z tych względów twórczość Niemena, nie może być klasyfikowana w uproszczonych kategoriach muzyki rozrywkowej, gdzie najważniejszym kryterium wartości jest stopień przebojowości utworu i jego miejsce na listach rankingowych.

Bardzo rozpoznawalna i charakterystyczna jest melodyka Niemenowska, wynikająca z bogatej i zróżnicowanej brzmieniowo skali głosu i perfekcyjnej techniki wokalnej. Niepowtarzalny jest timbre głosu o krystalicznie czystej intonacji i szlachetnej barwie. Każdy motyw, fraza, zachwyca nieskazitelną intonacją, ciekawym, zróżnicowanym frazowaniem i artykulacją. Jest tu dynamiczny rhythm and bluesowy śpiew, precyzyjny rytmicznie, swingujący, oparty na triolowym podziale. Wejście wokalu z przedtaktem "Dobrze że kiedyś..." (Trąbodzwonnik) to mistrzowska perełka rhythm and bluesowej wokalistyki.

Inny rodzaj ekspresji wokalnej prezentuje w funkowym Doloniedola, jeszcze inny, zbliżony rodzajem ekspresji do hiszpańskich gitaanos (Co po nas). Są tu również efektowne acz oszczędnie dozowane przykłady Niemenowskich wielogłosowych harmonii wokalnych (Sonancja), dwugłosów (Co po nas), kontapunktowanych zwartymi biegnikami instrumentalnymi. Wreszcie chóralny zaśpiew "Ameryka odkryta..." (Trąbodzwonnik) stanowią wzór mistrzowskiej aranżacji.

Harmonia w większości utworów jest oszczędna i przejrzysta, dyskretnie ilustrująca treści przekazu poetyckiego. Jedynie wprowadzający utwór (Spokojnym krokiem) przypomina wcześniej stosowane złożone struktury harmoniczne. W innych utworach występują sekwencje bluesowe, np. tylko dwa akordy H9 / E9 (Manhattan '93), ale znacznie rozszerzone (bas z prymy schodzi na sekstę). Inny przykład (Doloniedola) to ciąg bluesowych akordów, alterowanych: E13 / A9 / C9 / D9. W kilku utworach jest harmonia diatoniczna, np. czterotaktowa sekwencja Em / D / C / H, jednostajnie powtarzana, odmierzająca biegnący czas (Co po nas). Z kolei nastrój nostalgii budowany jest przez struktury akordowe z przewagą mollowych, w momentach kulminacji dramaturgicznych harmonia przebiega żywymi pasażami po skalach zmniejszonych (Spodchmurykapelusza).

Rytmika w większości utworów jest ważnym elementem budowania napięć dramaturgicznych. To właśnie niespokojna pulsacja, nie tyle instrumentów sekcji rytmicznej, co instrumentów harmonicznych grających dźwiękiem punktowanym, utrzymuje słuchacza w napięciu, a nawet niepokoju. Przykładem polirytmia instrumentów harmonicznych (keyboard i organy Hammonda) oparte na ciężkim ostinato basowym (Manhattan '93), czy basowych - punktowanego basu (slap bass) z mocnym rytmem basu "fagotowego" w opozycji do gęstej rytmiki latynoskiej (Magalozaur). Podobnie niespokojna i dynamiczna jest funkowa rytmika wspierana latynoską, żywo pulsującą sekcją instrumentów perkusyjnych (Doloniedola). Kończąca plytę pieśń (Spodchmurykapelusza) ma lekkość staropolskiego tańca (polonez), nadaną przez komunikatywną linię melodii w trójdzielnym (12/8) rytmie. Melodia nakłada się na nawarstwiającą się strukturę, gdzie polirytmia, a nawet polimetria, tworzą gęsto utkaną fakturę z pojawiającym się rytmem poloneza granym na fortepianie.

Instrumentarium.

Wrażliwość na barwę, dźwięk i umiejętność łączenia nowości elektroniki z dźwiękami instrumentów klasycznych znalazły swoje odbicie w niemal wszystkich kompozycjach na tej płycie. Korzystając z "narzędzi" najnowszej generacji, dających możliwość sięgnięcia do klasyki (w postaci próbek najszlachetniejszych brzmień instrumentów klasycznych), kompozytor nadał swojej muzyce nowe oblicze brzmieniowe. Już ten jeden element muzyki Niemena wart jest bardziej szczegółowej analizy. Już w pierwszym utworze (Spokojnym krokiem) odpowiada na pytanie "Czy zatoczyłem pełne koło?" sięgając po dźwięki młodości. Każdy następny utwór dostarcza tego typu przykładów. Przysłowiowy fagot (Antropocosmicus), smyczki, flety to muzyczne symbole retrospekcji, powrotu do źródeł. Barwy użytych instrumentów klasycznych, idealnie harmonizują w pełnym spektrum, bądź co bądź, realizacji elektronicznej. Niekiedy pojawia się programowe traktowanie barwy, np. przesterowanej gitary elektrycznej (młodość) dialogującej z fletem (starość) zastosowanej dla zilustrowania odwiecznej walki pokoleń (Pojutrze szary pyl).

Brzmienie muzyki, stężona barwa instrumentów, niespokojna rytmika z jednej strony oraz klarowna i pełna żaru narracja poetycka z drugiej, tworzą jedyną w swoim rodzaju sztukę poetycko-muzyczną. W fachowym piśmie dla muzyków i realizatorów "Estrada i Studio" cytowany już Krzysztof Zieliński stwierdza: Tutaj linia basowa nie służy wyłącznie za podstawę rytmiczno-harmoniczną, jest ciekawa sama w sobie. To samo tyczy się wszystkich innych instrumentów; których brzmienie świadczy o umiejętności wykorzystania potencjału barwowego, jego edycji we współczesnych instrumentach elektronicznych. Dzięki temu muzyka Niemena jest tak charakterystyczna, kolorowa i rozpoznawalna.

Czesław Niemen wywodzi się z kręgu muzyki rockowej. Tam osiągał sukcesy przebojowymi piosenkami. I mimo, że w kolejnych etapach twórczości wykraczał daleko poza idiom rocka i muzyki pop, w dalszym ciągu jest postrzegany jako twórca z kręgu muzyki pop i w masowych mediach oceniany w takich kategoriach. Przełamujący niejednokrotnie bariery pomiędzy światem muzyki pop a muzyką klasyczną, ewoluując od piosenki do poezji śpiewanej pozostaje twórczy, wyjątkowy i niepowtarzalny w całej polskiej panoramie rockowo - rozrywkowo - estradowej.

Janusz Popławski
Gazeta Muzyczna, marzec 2002 - 3(116)

Artyści
Czesław Niemen

Artysta z czterdziestoletnim dorobkiem, poeta, malarz, kompozytor, wyjątkowy głos, legenda estrady, wielka osobowość.

Aktualności